Reklama

Czarne złoto Borów Tucholskich – opowieść o smolarniach w gminie Śliwice

Reportaż historyczny z serca Pomorza
„Dym, co się leniwie z pieca wije, mówi: tu żyją ludzie lasu” – notatka etnograficzna z Borów Tucholskich, 1927 r.
Tam, gdzie dym był chlebem
W gminie Śliwice, głęboko pośród sosen i buków Borów Tucholskich, zachowały się milczące ślady działalności, która przez stulecia stanowiła o lokalnym bytowaniu. Smolarstwo – dziś niemal zapomniane, kiedyś jeden z najważniejszych zawodów w regionie.
Laski, Brzozowe Błota, Krąg, Główka czy Śliwice – to nie tylko nazwy miejscowości. To także punkty na mapie historii, w których ogień i drewno współistniały w trudnym rytmie przetrwania. Wypał smoły i dziegciu wymagał nie tylko znajomości technologii, ale przede wszystkim cierpliwości, intuicji i siły fizycznej.
Jak działała smolarnia?
Smolarnia nie była budynkiem – była instalacją w sercu lasu. Piec, zazwyczaj zbudowany z cegieł lub kamieni oblepionych gliną, przypominał kopułę o jednym dużym otworze. Wnętrze wypełniano drewnem sosnowym, najlepiej bogatym w żywicę, po czym całość szczelnie zamykano i rozpoczynano powolny proces suchej destylacji.
W wyniku podgrzewania drewna bez dostępu powietrza powstawały:
– smoła drzewna – używana do uszczelniania łodzi, impregnacji dachów i narzędzi,
– dziegieć – znany w medycynie ludowej jako środek przeciwko wszom i chorobom skórnym,
– węgiel drzewny – podstawowe paliwo dla kowali, kuchni i domowych palenisk.
„Mój ojciec mówił, że jak dobrze się w piecu drewno ułożyło, to smoła sama szła jak z kranu, czarna, błyszcząca, a pachniała lasem i ogniem” — wspomnienie Jana K., mieszkańca Lasek (nagranie z 1973 r.)
Ludzie smoły i lasu
Smolarze byli twardymi ludźmi. Ich praca trwała dniami i nocami. Pieca nie można było zostawić – ogień trzeba było kontrolować bez przerwy. Wiele smolarni działało sezonowo, głównie od późnej wiosny do wczesnej jesieni. Ich obecność rozpoznawało się z daleka – po słodko-dymnym zapachu i smugach dymu unoszących się nad drzewami.
Smolarze często mieszkali w prowizorycznych barakach, blisko pieców. Żyli w symbiozie z lasem, znając każdy zakątek, każde drzewo. Niektórzy z nich byli również bartnikami, zbieraczami ziół, a zimą trudnili się rzemiosłem.
Duma Pomorza – fotografia, która mówi więcej niż tysiąc słów
Załączone zdjęcie, wykonane przez Henryka Gąsiorowskiego, przedstawia ruiny pieca smolarskiego w Laskach (Pomorze). Masywna konstrukcja, pokryta glinianą okładziną, ukazuje skalę i trwałość tych budowli. Choć czas zatarł szczegóły, widać otwór roboczy, przez który smolarz miał dostęp do wnętrza pieca.
Dzięki takim fotografiom możemy sobie wyobrazić, jak wyglądało to miejsce, gdy piec tętnił życiem, a wokół pracowali ludzie.
Gdzie dziś są smolarnie?
Większość dawnych smolarni zniknęła – przegrały z przemysłem i postępem technicznym. Jednak w lasach śliwickich można natrafić na ślady w postaci:
– kamiennych fundamentów,
– zarosłych kopców ziemnych,
– fragmentów cegieł lub skorup dziegciowych naczyń,
– czarno zabarwionej ziemi (ślady smoły).
„Z tego dymu żyliśmy. I choć oczy łzawiły, to był to zapach domu” — zapisek z dziennika miejscowego nauczyciela, Śliwice, 1912 r.

tekst Maciej Malewicz, fot. z FB Międzywojewódzkiego Stowarzyszenia Detektorystyczno-Eksploracyjnego UNIA 
 

Reklama