Reklama

Jest wyrok w sprawie śmiertelnego wypadku w Śliwicach. Czy sąd uznał współwinę młodego kierowcy?

Czy do śmierci Krzysztofa Ł. przyczynił się jadący osobowym audi młody kierowca? Sąd Rejonowy badał okoliczności śmiertelnego wypadku, do którego doszło w lutym 2025 roku na ulicy Szklanych Domów w Śliwicach. Sędzia Monika Grabowska wydała jednoznaczny wyrok. 
W lutym 2025 roku doszło do śmiertelnego potrącenia mężczyzny na ulicy Szklanych Domów w Śliwcach. Kierowca ciężarówki zaparkował pojazd na lewoskręcie, włączył światła awaryjne i chciał pójść do portierni pobliskiej fabryki. Kiedy stanął na asfalcie doszło do potrącenia. Kierowca Audi, 21-latek nawet nie hamował. 64-letni Krzysztof Ł. zginął na miejscu.

O WYPADKU PISALIŚMY TUTAJ. 
Akt oskarżenia
Choć na początku uznano, że winę za spowodowanie wypadku ponosi kierowca ciężarówki, prokuratura z Tucholi zdecydowała się skierować do sądu akt oskarżenia przeciwko Przemysławowi R. Śledczy uznali, że przyczynił się on do spowodowania wypadku, bo, jak uznali, nienależycie obserwował drogę. Mężczyzna prawie godzinę po wypadku był badany alkomatem. Urządzenie wykazało 0,16 promila alkoholu w organizmie. I choć jest to wartość prawnie dopuszczana, to pojawiły się wątpliwości, że młody kierowca jadąc z pasażerami, mógł być rozkojarzony. 
Ruszył proces. Zeznawał na nim biegły, który stwierdził, że Audi poruszało się z prędkością 63 km/h przy ograniczeniu do 60 km/h. Zeznawali też policjanci, którzy pracowali na miejscu zdarzenia. 
Więcej pisaliśmy o tym tutaj.
Ostatnia rozprawa
W drugiej połowie stycznia odbyła się ostatnia rozprawa, na końcu której wygłoszono mowy końcowe. Wcześniej zeznawała policjantka Iwona S. Stwierdziła, że policjanci uznali winę kierowcy ciężarówki, który wyszedł z kabiny na przeciwległy pas ruchu. Dodała, że kierowca osobówki mógł nie widzieć Krzysztofa Ł., bo zasłaniały go otwarte drzwi ciężarówki.
Żona zmarłego mówiła, że po śmierci męża poniosła koszty pogrzebu i postawienia pomnika. Bardzo zmniejszyły się też dochody rodziny. Została ona sama z chorą córką. Emerytura Marii Ł. i zasiłek jej córki to miesięcznie 5700 zł. Mąż zarabiał około 10 000 zł. Teraz rodzinie trudniej jest opłacić rachunki. Dodatkowo obie leczą się psychiatrycznie, a to także kosztuje. – W maju tego roku mąż miał przejść na emeryturę. Mieliśmy spędzać razem czas, podróżować – mówiła w sądzie wdowa. – Mąż był bardzo ostrożny. 40 lat jeździł ciężarówką. Tego dnia miał przyjechać na trzytygodniowy odpoczynek. Wrócił w trumnie – dodawała.
Mowy końcowe
Na koniec strony wygłosiły mowy końcowe. Prokurator domagał się dla Przemysława R. 10 miesięcy pozbawienie wolności w zawieszeniu na dwa lata, zakaz prowadzenia pojazdów na rok i wypłacenia nawiązki dla poszkodowanej w kwocie 20 tys. zł. Śledczy tłumaczył, że widząc światła awaryjne, kierowca miał obowiązek zachować szczególną ostrożność. Pełnomocnik rodziny Ł. wrócił do alkoholu. Mówił, że Przemysław R. to młody człowiek, a badanie było wykonywane jakiś czas po wypadku. Sugerował, że w momencie zdarzenia oskarżony mógł mieć inne stężenie. Wskazywał też, że w Audi znaleziono puszki po piwie. – Wsiadając do auta po wypiciu powinien się spodziewać, że będzie rozkojarzony - podkreślał. Zażądał dla niego sześciu lat bezwzględnego więzienia. Obrońca Przemysława R. stwierdził, że bezpośrednią przyczyną wypadku było zachowanie Krzysztofa Ł. – On nie powinien wejść na ten pas ruchu. Od momentu wyjścia z auta  do zderzenia minęło 2,2 sekundy – podkreślał Tomasz Pepliński. – Kierowca tira wtargnął na jezdnię. Nie miał kamizelki ani żadnej lampki. Mój klient nie miał szans na reakcję – dodawał i wniósł o uniewinnienie.
Jedno zdanie powiedział też sam oskarżony. Przeprosił rodzinę i powiedział, że to nie było zamierzone.
Wyrok
Na koniec procesu sędzia powiedziała, że widziała nagranie z monitoringu, który zarejestrował moment wypadku. Nie pokazała go jednak na rozprawie ze względu na jego drastyczność. 
Tydzień później ogłosiła wyrok. Na sali nie było ani prokuratora, ani rodziny poszkodowanego ani oskarżonego. Sędzia Monika Grabowska uniewinniła Przemysława R. od zarzucanego mu czynu. Uznała, że prędkość, z jaką poruszał się pojazd, nie miała znaczenia do skutków wypadku. – Kierowca ciężarówki wtargnął na jezdnię i oskarżony nie miał szans na uniknięcie zderzenia. Sąd uznał, że wina jednoznacznie leży po stronie Krzysztofa Ł., który wykazał się niedbalstwem i bezmyślnością – uzasadniała. Stwierdziła, że stężenie alkoholu w organizmie oskarżonego mieściło się w dozwolonych ramach, nie może więc być okolicznością go obciążającą. 
Rodzina zmarłego zapowiada odwołanie się od tego wyroku.

 

Reklama