Reklama
Borowiaczek był jej domem. Ilona Kiełpińska odeszła na emeryturę (WYWIAD, FOTO)
Po 29 latach kierowania Przedszkolem Samorządowym „Borowiaczek” w Śliwicach i po 41 latach pracy zawodowej Ilona Kiełpińska żegna się z placówką. W piątek, 27 lutego, zakończyła ważny etap swojego życia. O początkach, pasji do edukacji regionalnej, relacjach z dziećmi i planach na emeryturę opowiedziała w rozmowie z nami.
„Miałam 20 lat i grupę trzylatków”
Swoją drogę zawodową rozpoczęła 1 marca 1985 roku jako intendentka, póżniej pomoc nauczyciela. Już we wrześniu tego samego roku trafiła do śliwickiego przedszkola jako nauczycielka. - Miałam 20 lat, przyszłam do przedszkola i prawdę mówiąc dopiero wtedy uczyłam się zawodu. Uczyłam się go w praktyce, otrzymałam grupę trzylatków - wspomina Ilona Kiełpińska.
Jak przyznaje, nie towarzyszył jej lęk, raczej wiele znaków zapytania. - Pomyślałam sobie wtedy: no cóż, dzieci i ja? Nie miałam lęku, miałam tylko bardzo dużo znaków zapytania, jak to ogarnąć - mówiła.
Początkowo marzyła o pracy ze starszymi dziećmi. Nie przypuszczała, że to miejsce stanie się jej zawodowym domem na całe życie. Była najmłodsza w gronie pedagogicznym, uczyła się od bardziej doświadczonych koleżanek, z czasem coraz bardziej angażowała się w tworzenie nowych inicjatyw. Dziś mówi wprost, że była kreatywna i konsekwentnie budowała własny warsztat pracy. Z perspektywy lat przyznaje, że jako dyrektorowi brakuje jej codziennego bycia w grupie. - Lubiłam te dzieci i myślę, że dzieci też mnie lubiły. Tego bycia razem trochę mi brakuje - powiedziała. Choć na co dzień mieszka w Czersku, w Śliwicach przez lata tworzyła swój mały świat. - Ja jednocześnie jestem z Czerska i ze Śliwic. Kiedy mówię „a my”, „a nasi”, moja rodzina wie, że chodzi o Śliwice - śmieje się pani Ilona.
Od nauczycielki do dyrektora
Po ukończeniu studiów, dwa lata później, zdecydowała się wystartować w konkursie na dyrektora. Jak wspominała, była to wspólna potrzeba zmiany. - Chcieliśmy płynąć z nowym. Wtedy było dwunastu pracowników, a ja miałam odpowiednie wykształcenie. Mówili mi: to ty musisz być. Odpowiedziałam: ale ja? - opowiadała. W 1997 roku objęła stanowisko dyrektora. Pierwsza kadencja miała trwać pięć lat. Nie przypuszczała, że zostanie na tym stanowisku przez 29 lat. Co pięć lat zadawała sobie pytanie, czy powinna startować ponownie. Odpowiedź zawsze była twierdząca. Dziś „Borowiaczek” to niemal trzydziestoosobowy zespół. - Dyrektorem się bywa, nauczycielem się jest. Ja jestem nauczycielem - podkreśliła.
Regionalizm z potrzeby serca
Jedną z najważniejszych zmian było wprowadzenie edukacji regionalnej. Inspiracją było spotkanie dyrektorów przedszkoli, podczas którego zachwyciła się pomysłem nauczania o małej ojczyźnie. - Przyjechałam wtedy do naszego przedszkola i powiedziałam: mamy przepiękne miejsce, warto pokazywać dzieciom, z jakich korzeni wypływamy - przyznała. Tak narodził się autorski program „Jak kochać Bory Tucholskie”, który stworzyła wspólnie z przyjaciółką z przedszkola w gminie Lubiewo. Od tego czasu edukacja regionalna stała się znakiem rozpoznawczym placówki. W 2002 roku przedszkole oficjalnie otrzymało nazwę „Borowiaczek”. Wcześniej rozważano różne propozycje. Skoro Bory Tucholskie i Borowiacy, a dzieci to mali Borowiacy, wybór wydawał się naturalny. Rodzice aktywnie włączyli się w działania, szyjąc stroje i współtworząc wydarzenia. - Uczymy ich cały czas, że to ich miejsce na ziemi. Dlatego moje, bo najpiękniejsze. A najpiękniejsze, bo moje. Mam gdzie wracać i nie mam się czego wstydzić, że jestem ze Śliwic, z Borów Tucholskich. To edukacja, która ma szansę na autentyczność i skuteczność jeżeli wypływa z przynależności do miejsca, z ukochania tego miejsca życia, z pasji i chęci, by dzieci również mogły się swoją małą ojczyzną zachwycić, poznać, znać swoje korzenie, historię i zwyczaje przodków, tworzyć współczesność tego miejsca najpiękniej, by wreszcie pokochać - podsumowała dyrektorka.
Współpraca i misja
Dyrektorka wielokrotnie podkreślała znaczenie współpracy z rodzicami. - Chodzi o dobro dziecka. Współpracujemy razem, z wzajemnym szacunkiem. Nie obawiam się o przyszłość przedszkola. Trzeba mieć misję, zawsze warto. To piękny, oddany zespół. Wiem, że to miejsce będzie się rozwijało w nowych barwach. Jej dewizą były słowa: A ty wstań, podnieś głowę i daj światu to, co najpiękniejsze. Wielu pracowników i mieszkańców gminy to jej dawni wychowankowie. - Cudowne doświadczenie, że wokół mam tylu swoich przedszkolaków - przyznała.
„Jak w rodzinie”
O odchodzącej dyrektor z ogromnym ciepłem mówią nauczycielki. - Byłyśmy jak w rodzinie. Była dla nas dyrektorem, przyjacielem i koleżanką. Zawsze podchodziła do każdego z miłością - mówiła nam Anna Mania z grupy „Malinki”. Podkreśliła, że nauczyła je solidności, zaangażowania i odwagi w działaniu. - Nawet jeśli coś nie wyszło, nigdy nie krytykowała, tylko podnosiła na duchu - dodała. Patrycja Sumińska z grupy „Zimorodki” wspomina ją również jako swoją wychowawczynię. - Zawsze pamiętałam ją jako osobę ciepłą, wyrozumiałą i serdeczną. Była dla mnie inspiracją, kiedy decydowałam, że chcę zostać nauczycielką - wyjaśniła. Obie panie zgodnie przyznają, że „Borowiaczek” ma charakter swojej dyrektor. To miejsce z pasją i misją.

Nauczycielki przedszkola zgodnie przyznają, że „Borowiaczek” ma charakter swojej dyrektor.
To miejsce z pasją i misją.
Dlaczego właśnie teraz?
Choć rok szkolny kończy się w czerwcu, decyzję o odejściu podjęła teraz. - Osiągnęłam wiek emerytalny. Była to moja długo podejmowana decyzja. Uznałam, że teraz jest czas zmiany, bo, jak jest napisane w Księdze Koheleta "Wszystko ma swój czas. Jest czas budowania i czas przekazania dzieła". Jestem też pewna, że gdy jedna budowla stoi już mocno, Bóg wskazuje nowe fundamenty. Zatem idę po nowe - wyjaśniła Ilona Kiełpińska. Dla dyrektora nowy rok zaczyna się już w styczniu i lutym, wraz z rekrutacją. Chciała, by osoba przejmująca obowiązki mogła samodzielnie zaplanować wrześniowy start. - Chciałam odejść w momencie, w którym mi się chce, mam siłę, pomysły, tryskam energią i uśmiecham się. Taka chcę być zapamiętana. Chciałam, żeby to była decyzja, moja decyzja w pełni sił - przyznała.
Nowy etap
Na emeryturze nie zamierza zwalniać tempa. Ma ukończone studia i kwalifikacje trenera oświaty oraz lidera kompetencji kluczowych. Marzy, by wspierać młodych nauczycieli. Planuje też wrócić do pasji, na które brakowało czasu: pisania, malowania, czytania. Czekają na nią książki i podróże. Kocha góry i morze. Chce również jeszcze mocniej zaangażować się w służbę kościoła. - W dobrym biegu wystartowałam i ten bieg ukończyłam. Czuję obfitość i wdzięczność tego czasu - podsumowuje swoją drogę zawodową dyrektorka. Gronu pedagogicznemu i przyszłemu dyrektorowi życzy odwagi i wytrwałości. - Życzę, żeby ani przez moment się nie obawiali, żeby mieli pewność, że są wspaniałymi osobami na tym miejscu. Życzę wytrwałości, żeby dalej tworzyli ten wspaniały dom dla dzieci. Dziękuję wszystkim, którzy ze mną tworzyli tę drogę Borowiaczka. Wszystkim, którzy podtrzymywali mnie, gdy tego potrzebowałam, którzy ze mną ramię w ramię tworzyli i tworzą to przedszkole jako kadra i zaangażowana rada rodziców. Wszystkim dzieciom i ich rodzinom, przyjaciołom Borowiaczka i całej śliwickiej cudownej społeczności, której na zawsze pozostanę częścią - powiedziała na koniec rozmowy.
Fot. red., Borowiaczek